Zgodnie z moim postanowieniem - w tym roku dużo, dużo wycieczek krajoznawczych :)
Oczywiście biorąc pod uwagę, że od czegoś zawsze trzeba zacząć, już teraz odbyliśmy tak bardzo męczącą podróż na jedną z najwyższych gór w kraju. Tak, tak.. oczywiście żartuję sobie :p
Tak naprawdę zawsze uwielbiałam chodzić w miejsce, które być może nie jest ukazane tu w całości, ale postaram się pomóc Wam sobie to wyobrazić:
..a więc wracając trochę wstecz, może nie zbyt daleko, dosłownie kilka lat, podczas smutnych i niekiedy uciążliwie nudnych, bezczynnie spędzanych niedzielnych popołudni, zaczęłyśmy sobie z Niką (->pies) uczęszczać na drobne wycieczki po naszym rejonie. Wiadomo, nie ma zbyt wielu możliwości i zbyt wiele czasu, by samemu przemieszczać się nie wiadomo jak daleko.
Odkryłyśmy sobie pewnego razu przejście przez las, następnie trochę wyżej, jeszcze trochę i jesteśmy. Tutaj, na pochyłej, dużej, zielonej polanie, gdzie zwykle wiosną pięknie kwitną te drobne polne kwiatuszki, a jesienią jest pełno wielobarwnych liści. Piękno w najprostszej, bo codziennej postaci. Jednak każda taka wyprawa miała w sobie coś wyjątkowego, a ja, jeszcze wtedy z moim starym Kodakiem, nie mogłam nacieszyć się robieniem zdjęć, gdy pogoda była naprawdę słoneczna - wtedy wychodziły najpiękniejsze :)
Po dłuższej przerwie niebycia tam, udało się. Pierwszy raz w tym roku! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz